DAJ CYNK

Byłem świadkiem wypadku. Zadzwoniłem na 112 i... to był błąd

28.11.2018

Dodane przez: orson_dzi (Arkadiusz Dziermański)

Kategoria: Felietony

Interakcje: 8367

112 to europejski numer alarmowy. Pierwszy, z jakim powinniśmy się kontaktować w przypadku nagłego wypadku. Tak jesteśmy edukowani na każdym kroku i tak też zrobiłem, kiedy zaszła taka potrzeba. I już wiem, że drugi raz tego nie zrobię.

Skrzyżowanie przy jednej z bardziej ruchliwych ulic Białegostoku. Handlowa niedziela, wyjazd z galerii, ruch po godzinie 17 bardzo duży. Stoję na wysepce przedzielającej dwupasmową ulicę i czekam na zielone światło. W moim kierunku w nienaturalny sposób powoli toczą się dwa samochody. Ciemny, większy, gabarytowo w stylu Audi A6 wydaje się być niemal nienaruszony. Drugi, biały sportowy w typie Opla Tigry wygląda jakby ktoś wyrwał mu cały przód. Jeszcze w ruchu wyskakuje z niego pasażer. Ma mocno rozbitą głowę w dwóch miejscach. Nie miał zapiętych pasów. Z czoła obficie leje się krew. Za nim wyskakuje jego partnerka, kierowca. Krzyczą i błagają o karetkę.

Zatrzymuję muzykę, zdejmuję słuchawki. Wyłączam Bluetooth, nie lubię rozmawiać przez słuchawki, szczególnie tutaj kiedy lepiej słyszeć co się dzieje dookoła. Dialer, wybieram 112. Wybieram 112. Wybieram 112... Od tygodnia mam ten smartfon i działał jak złoto, teraz musiał mu się zawiesić dotyk. 112... Na ekranie pojawia się cztery razy. Kasuję. Wybieram 112. Jest sygnał. Zgłasza się dyspozytor. Opisuję sytuację.

Co się stało, gdzie się stało, dwa samochody, co najmniej dwie osoby ranne...

W międzyczasie wysiadają osoby jadące większym samochodem. Są spokojni i bardzo opanowani. W przeciwieństwie do dziewczyny kierującej bardziej poszkodowany samochód. Ma atak paniki. Biega, krzyczy, woła o pomoc, krew partnera też nie działa na nią dobrze. On z kolei jest spanikowany ilością wypływającej z niego krwi, ale widząc partnerkę stara się jakoś trzymać. 

To były samochody osobowe? Gdzie dokładnie się to stało? Jakie są obrażenia?

Zaczynam się powtarzać, powoli denerwować, ale skoro pyta - odpowiadam i opowiadam jeszcze raz wszystko po kolei. A mówię głośno i wyraźnie. Bonus:

Jeszcze raz, jak nazwisko?!

Z bardziej poszkodowanego samochodu wysuwa się jeszcze trzecia osoba. Pasażerka z tylnej kanapy. Drobna dziewczyna, z głębokim rozcięciem na czole, ale o dziwo, prawie w ogóle nie krwawi. Nie do końca wie co się dzieje, osunęła się na ziemię. Została wygodnie usadzona na kurtce kogoś z czarnego samochodu. Oberwała mocno, ale obrażenie nie wyglądają na duże. Pani kierowca dalej biega w kółko i chyba kompletnie nic jej nie jest. Musiałą mieć zapięte pasy, w przeciwieństwie do partnera.

Dobrze, to już wysyłam jednostkę i proszę się nie rozłączać, już łączę z pogotowiem ratunkowym.

Zagotowałem się. W słuchawce głęboki PRL.

Będzie rozmowa! Będzie rozmowa! Będzie rozmowa!

Woła mnie osoba z czarnego samochodu. Pyta czy dzwonię na 112. Przytakuje.

Dzwoń na 999. Inaczej nic nie załatwisz.

Mówię, że już mnie łączą, więc już poczekam.

Będzie rozmowa! Będzie rozmowa! Będzie rozmowa!

Chłopak stojący obok zatrzymał tu swój samochód żeby pomóc. Wyjął telefon i dzwoni na 999. Jest w połowie opisu sprawy. Rezygnuję, zrywam swoje połączenie. Na mocno rozbitej głowie faceta z białego samochodu pojawia się pierwszy opatrunek. Wszystko idzie bardzo sprawnie.

Po dwóch minutach dzwoni do mnie numer stacjonarny. Odbieram.

Dzień dobry, pogotowie ratunkowe. Czy to Pan zgłaszał wypadek przy ul... Bo tu koleżanka właśnie odebrała połączenie w takiej samej sprawie i chciałam się dowiedzieć, czy chodzi tu o to samo.

Wyjaśniam, szybko się zrozumieliśmy, karetka w drodze. Sytuacja wyglądała na opanowaną. Nie było sensu robić zbiegowiska, idę na autobus i jadę do domu. Ale sprawa nie daje mi spokoju.

Dlaczego 112?

Edukacja o numerze 112 zadziałała. Pisałem o nim wiadomości na łamach TELEPOLIS, często się go widzi w różnych reklamach, czy na bannerach. 112 jest promowany jako numer alarmowy i nawet do głowy mi nie przyszło żeby dzwonić gdzie indziej. To był odruch i czysto teoretycznie, odruch prawidłowy. Przynajmniej według tego, czego jesteśmy na co dzień uczeni.

Wszystko zgodnie z procedurami

Po powrocie do domu zacząłem szukać informacji o numerze 112. Na stronie europejskiego numeru alarmowego jest informacja mówiąca:

jeśli zajdzie taka potrzeba, operator może połączyć osobę zgłaszającą zdarzenie bezpośrednio z dyspozytorem danej służby np.: z dyspozytorem medycznym

Teoretycznie, rozumiem. Praktycznie, cytując koleżankę - nie ogarniam tej kuwety. Jak się okazało, dyspozytor 112 przekazał moje zgłoszenie do pogotowia. Po co w takim razie mnie łączył? Czy gdyby w analogicznej sytuacji doszło do poważniejszego wypadku i za przeproszeniem nogi i ręce rozleciałyby się po ulicy, to też byłbym przełączony do pogotowia w celu doprecyzowania czyja to noga i która noga?

Każdy odradza 112?

Strzelam, że osoba opatrująca poszkodowanego pasażera musiała być ratownikiem medycznym lub osobą mocno przeszkoloną. Facet sprawnie zakładał opatrunek, a najpierw prawidłowo zaczął od założenia rękawiczek. Ogarniał sprawę. I od razu mówił żeby nie dzwonić na 112. To samo mówią znajomi ratownicy medyczni. I to samo nasz redakcyjny kolega Marian usłyszał ostatnio podczas kursu na prawo jazdy (mieszkańcy Szczecina, uważajcie na drogach).

Wszystkie osoby, która mają do czynienia z numerem 112 odradzają korzystanie z niego. Sam, po opisanych doświadczeniach, w razie wypadku też nie będę drugi raz robić błędu i dzwonić na 112.

Słuszna idea, która nie działa

Idea numeru 112 jest bardzo dobra i jestem jej wielkim zwolennikiem. Numer alarmowy, pod którym w każdym kraju Europy uzyskamy pomoc. Genialne! Szczególnie kiedy mamy wypadek i niezbędne są różne służby. Jeden telefon i załatwiamy sprawę z jednym człowiekiem. Szybko i od ręki.

To tyle teorii. W praktyce jak widać numer 112 okazuje się niezbyt pomocny i w razie potrzeby chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby powiadomienie aktualnie najbardziej potrzebnej służby za pomocą starych numerów 997, 998 i 999, a dopiero po opanowaniu sytuacji ew. telefon do pozostałych służb.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy zdarzyło Wam się dzwonić na numer 112? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami.

Komentarze
Zaloguj się